Na zaplanowaną zbiórkę przybyło ponad 100 osób, ale niestety nie mogliśmy w takiej liczbie pojechać na mecz z dwóch powodów: po pierwsze policja nie zezwoliła na wyruszenie tak przepełnionego autobusu (PKS nie chciał nam wynająć więcej autokarów), a po drugie z Warszawy otrzymaliśmy tylko 70 biletów. Tak więc po małej selekcji jedzie nas tylko 75 osób. W Radomiu - gdzie spodziewaliśmy się jakiejś akcji ze strony miejscowych - bez atrakcji. Inna sprawa, że policja nie prowadzi nas obwodnicą, tylko przez miasto co zajmuje nam masę czasu (z powrotem sytuacja się powtarza). Pod stadion docieramy na czas. Kilka osób, dla których zabrakło biletów oraz parę miejscowych KSZO’ków dokupuje bilety i ostatecznie na sektorze jesteśmy w liczbie 80. osób. „Żyleta” oczywiście pusta (protest), a na „krytej” jest góra 300 osób. Wywieszamy jedną przywiezioną ze sobą fanę „CHOH” i prowadzimy sporadyczny doping. Kilka razy w 1. i 2. połowie intonujemy „Nie ma Legii bez Żylety”.
Fani Legii (ok. 800 os.) stali w tym czasie pod stadionem i prowadzili słyszalny na stadionie doping. Z ich strony pojawiły się nawet race i inne fajerwerki.
Klatkę gości opuszczamy kilka minut przed końcem meczu i udajemy się w drogę powrotną. Za nami wyruszyło ok. 15 fur Legionistów, którzy jadą do samego Ostrowca. Na miejscu jesteśmy kilka minut po północy. Dołącza do nas jeszcze kilkadziesiąt osób i razem w ponad setkę czekamy na zapowiedzianą wizytę Legii. Chwilę później wokół siebie mieliśmy już obstawę kilku radiowozów. Po ok. 1,5 godz. oczekiwania na Legię dowiadujemy się, że Ci jednak rezygnują i wracają, więc i my zwijamy się do domów.
Wyjazd z pewnością należał do tych ciekawszych.
Autor: Kris, Otwarto: 4586 |